piątek, 7 lutego 2014

Drugie życie szczoteczki do zębów

Bynajmniej nie chodzi mi tutaj o życie bakteryjne, które pewnie kwitnie w naszych szczoteczkach dzień i noc. ;)

W robieniu domku dla lalek fajne jest to, że na wiele przedmiotów zaczynasz patrzeć inaczej, nadając im inne zastosowanie.

Jedną z tych rzeczy jest zużyta szczoteczka do zębów Tiji oraz klosz z większego jajka niespodzianki. Część szczotkująca została obcięta.






poniedziałek, 3 lutego 2014

Odpowiednia głębokość bieżnika w obuwiu dziecięcym ;)

Spędziłam wczoraj sporo czasu przeklinając głęboki bieżnik w podeszwie butów Tiji. Miał on zapewnić jej super przyczepność na śniegu. Tyle, że śnieg to może one widziały raz. Natomiast do czyszczenia psich kup były beznadziejne.

Tak więc przez nieodpowiedzialnych właścicieli psów, którzy nie sprzątają po swoich psach dostało się i producentowi bucików- po cholerę tak głęboki bieżnik, skoro potem tak trudno psią kupę usunąć. A tegoroczna zima i niezmienne nawyki właścicieli psów pokazują, że buty raczej powinny być bez bieżnika i dostosowane do chodnikowych, trawnikowych min- bo na te można liczyć przez cały rok.
I co oprócz smrodu czułam? Bezsilność. Bo ja mogę nosić woreczki w torbie i podawać właścicielowi psa, który "zapomniał" zabrać z domu.
Ale lubię spokojne spacery ...



Tija jednak postanowiła jednak umilić mi pracę. I kiedy uporałam się z butem, do szorowania poszedł Złomek, którego wysmarowała pomadką ochronną do ust.


czwartek, 2 stycznia 2014

Zaczarowany domek dla lalek :)

Jakiś czas temu miałam paskudny czas. Tak nie odrywać głowy od poduszki ... spać i tyle.;) I tak leżąc, pewnego wieczoru wpadł mi do głowy pomysł - zrobię domek dla lalek Tiji i Niani pod choinkę. I to oderwało mi wreszcie głowę od poduszki i zajęło sporo... czasu i jeszcze sporo czasu wymaga...

Zaczarowany domek dla lalek Tiji i Niani.




Sam domek jest duży, ma 90 cm wysokości i 70 cm szerokości. Nie ma otwieranych drzwi, ponieważ metraż pokoju dziewczynek na to nie pozwala. Po otwarciu drzwi, których nie ma musiałyby fruwać. Jest duży, bo docelowo mają się nim bawić razem. Same mebelki są proste i raczej dostosowane do rzucania, przekładania, transportowania ... zobaczymy ile wytrzymają. ;))





Pusto, garnki musi trzymać na kartonie, ehhh

Mimo ogromnej satysfakcji z tworzenia i wymyślania sprawdza się przysłowie - pierwszy dom budujesz dla wroga, drugi dla przyjaciela a trzeci dla siebie.

Coś w tym jest i w przypadku domku dla lalek. Czasami myślę, że to jest pierwszy domek, który dziewczynkom zrobiłam. Ale czas pokaże.
No i nie mogę mówić, że zrobiłam sama - za "stan surowy" odpowiada wujek dziewczynek, za łóżeczko, krzesełka i stoły również ten sam wujo.:)




 Niżej casting na mieszkankę domku. Stanęło na Dorze, wysokość 22 cm.
Póki co lala nie cieszy się zbyt dużym zainteresowaniem.



Pierwsze przymiarki dekoratorskie






Ciężko jest robić po kryjomu takie spore przedsięwzięcie na 50 mkw.
Niania była wtajemniczona, wszak ona nawet "mama" nie chce powiedzieć. Tak więc taszczyłam w różne miejsca części domku i tworzyłam. Część na poddaszu wspomnianego wuja, część w piwnicy, część na zajęciach z decoupagu. Tam mebelki mogły sobie w spokoju schnąć. A że farba musi porządnie wyschnąć przekonałam się nie raz. Ehhh trochę baboli powstało ze zbyt szybkiego oparcia pomalowanej ściany jednej o drugą.

Pierwsze tapety 


 I pierwsze zrywanie tapet ... ;)





No i jeszcze kolejność ... nie jeden budowlaniec załamałby ręce. ;) Ale cóż ... człowiek się uczy na błędach.

Za montaż w całość, po moich wypocinach malarko-kafelkowo-tapeciarskich, odpowiadał już Zmęczony Tatuś.


Na zdjęciu poniżej widać dwa fotele, które dopiero czeka wizyta u tapicera.
W kuchni atrapa kuchenki, no i nowy stół do salonu, który musi być pomalowany.





A o to niektórzy mieszkańcy domku ... Tija zażyczyła sobie jeszcze do salonu, bo tam póki co zwierzaków nie ma - żabkę i gąsienicę.




Lubi się wygrzewać w słoneczku ...



A to elewacja:

ta strona wymaga jeszcze dopracowania - czyli więcej ptaszków, których póki co nie mam



A tutaj wejścia do salony strzegą dwie wróżki, które dbają o dobry klimat w domku. ;))




Z rzeczy, które czekają jeszcze to:
montaż białego montażu, którego póki co brak ;)
stolarka okienna plus wystrój okien,
zaślepienie śrubek,
nowa pościel,
sprzęt AGD,
różne mebelki.

W sklepach można kupić różne mebelki, ale są one w skali 1:12 (czyli dla lali 11-15 cm wysokości), a ja póki co postawiłam na wyższą lalę.

Ale ile czasu można mieszkać tylko z żarówkami bez żyrandoli czy na kartonach wiecie pewnie sami jak się wszystko chce samemu zrobić ;) ... mam jednak nadzieję, że znajdę jeszcze czas, żeby dokończyć to moje małe dzieło. Tak jak napisałam na początku, niesamowita frajda. A że moje plany były takie, że pomieszczenie z czerwoną podłogą będzie kuchnią, a dla Tiji jest to łazienka ... to jej domek.;) Może uda mi się jeszcze zrobić wpis z jak sobie to nazwałam "strefą reuse". Czyli ponowne wykorzystanie rzeczy, które wylądowałyby w śmietniku a domku dla lalek zyskują całkiem nowej wartości. Garnki do kuchni to ... kto zgadnie? Część ciotek wie, ale może kogoś to zaskoczy. (widoczne na drugim zdjęciu).

Rondelki to miarki do mleka modyfikowanego, a garnki to miarki do syropów.
A kanapa i fotele ... to już innym razem.



wtorek, 17 grudnia 2013

Porządki świąteczne - od czego zacząć? Gwarancja sukcesu ;)

Szkoda, że tak późno na to wpadłam ...

Dzisiaj wzięłam się za porządkowanie czterech szuflad z zabawkami od dziewczynek.
Wśród okrzyków - "waw to mój grzebyk od lalki" czy "o to moja obroża od szczeniaczka" po moje "waw to moje foremki, których szukałam już parę dni" można znaleźć jeszcze mnóstwo innych zaginionych przedmiotów - magnesy na lodówkę,plastikowy talerz ...
A co najlepsze dziewczynki przeżywają coś w stylu świątecznego rozpakowywania prezentów. O to okazuje się, że te małe cztery szuflady zawierają tyle zapomnianych skarbów, że mam je z głowy na ładne parę chwil i mogę się tym z Wami podzielić. ;)




niedziela, 3 listopada 2013

Płyta z reklamami ...

Jedziemy samochodem. Zmęczony Tatuś włącza radio.
Tija z tyłu rzuca:
-Tata ty nie włączaj płyt. Mama ma. Mama włącza płyty z bajkami a ty włączasz płyty z reklamami.


No właśnie jakie płyty z bajkami ciotki poleciłyby? Dla trzylatki.

Mamy za sprawą ciotki M. Rozśmieszanki, rozmyślanki, usypianki Danuty Wawiłow.
Czytają Stuhrowie -ojciec i syn i Edyta Jungowska.
Tija bardzo to lubi, ja też.

Mamy jeszcze za sprawą namowy ciotki E. Sekretne życie krasnali w wielkich kapeluszach.
Ciotce E. przeszkadza podkład muzyczny - Tiji w ogóle - nie protestuje podczas słuchania.

czwartek, 3 października 2013

Wstrętni chłopcy i łyki kromki


 Tija przed pójściem do przedszkola:

- Nie lubię chłopaków.

-Dlaczego? -pytam i szczerze mówiąc spodziewam się odpowiedzi: bo gryzą, bo zabierają zabawki. Jednak na próżno się wysilam ...

-Bo źle pachną! - odpowiada Tija.


 ***************

A tu taki zapomniany bonusik:


-Zjadłam trzy łyki kromki- mogę czekoladkę?


czwartek, 19 września 2013

Mama to nie wspinaczka.


-Niania nie wspinaj się po mnie - to ja klęcząc przed wieszającym się komputerem z bolącym gardłem.(czytaj pełna irytacja)

- Niania, to nie jest wspinaczka to jest mama - strofuję Nianię Tija.


wtorek, 17 września 2013

Tort ... ostatni w tym roku?

Powiem Wam szczerze, że lubię to robić. Lubię piec torty.


Delikatny biszkopt z lekką masą na bazie serka mascarpone skrywającą waniliowe gruszki oraz mus malinowy.
Chrupiące migdałowe płatki podkreślą smak tego niepowtarzalnego połączenia letnich aromatów. ;)))




wtorek, 3 września 2013

Prawie jak endo ;) czyli ratowanie koszulki

Tiji koszulki, szczególnie te nowe mają magiczną moc przyciągania plam.
Takich, których nie da się sprać.
Szkoda koszulki więc czasami stosuję recykling.

Koty mogłyby być niżej? Niestety ogon kota w prążki skrywa mroczną tajemnicę wylanego soczku.


Dobrze mówią dietetycy, że dzieci powinny pić wodę mineralną, tudzież "żywą" jak nazywa ją Tija.

Kotki narysowane są pisakiem do tkanin, który nabyłam, żeby poopisywać ciuszki Tiji do przedszkola.


Też czujecie taki ścisk żołądka ...?

Pamiętam, że jeszcze w niedzielę mówiłam, że Tija nie będzie za szybko zapamiętana w przedszkolu, bo nie płacze, jak tylko może usuwa się z drogi przedszkolankom.
Kiedy ja przeżywam ścisk żołądka, jak tam sobie radzi w pierwszym dniu przedszkola, panie przedszkolanki wreszcie oddychają z ulgą, że Tija zasnęła.
Nie tego się spodziewałam. A tymczasem- Tija plus dwóch chłopców ćwiczą cierpliwość opiekunek.
Jak to jedna powiedziała z uśmiechem "nie lubię skarżyć na dzieci po pierwszym dniu".

Może lepiej niechby już płakała. ;)




poniedziałek, 15 lipca 2013

Kurde mola gdzie dzieci uczą się przekleństw ?


Zawsze uważałam, że tłumaczenie rodziców, że dziecko nauczyło się kląć poza domem jest, co tu dużo mówić marną wymówką.
Przecież te małe latające szkraby, które a to nie wymawiają literki "k" mówiąc coś w stylu "tocham totta"*, gestykulując jak rodzice, grożąc tak samo palcem uczą się wszystkiego w domu.
Tak myślałam, do czasu, kiedy to Tija zaczęła w niektórych sytuacjach mówić "kurde mola".(nie mol tylko mola)
Z przedszkolem miała styczność, ale to trzy spotkania po pół godziny co by się oswoić z nim. I do tego tyle zabawek, że każde sobie coś wybrało i mało co go obchodziło inne dziecko.
Przed blokiem - starsze koleżanki, ale raczej nie używają słów "kurde mol".
Kontaktów z innymi dziećmi brak, bo na trawnikach rządzą "kurde mola psie kupy" (to już zacytowana Tija). Więc dzieci po trawnikach nie biegają.
Tak więc pozostaje dom. Okazuje się, że nikt, a to nikt, tak nie mówi.
Jednak gdzieś na ulicy musiała to złapać, a może w Smerfach. Może u Dziadków? ;)

Po pewnym czasie zły nauczyciel się znajduje. Zmęczony Tatuś nie raz strofuje "Kurde mol, znowu porysowałaś po ścianie".


Trzeba coś z tym zrobić.
-Tija nie mówi się kurde mola tylko kurza łapa.
-Kurza łapa? - pyta z niedowierzaniem Tija.
-Tak. Kurza łapa.


Mija parę minut i słyszę kurde łapa.






*kocham kotka

środa, 19 czerwca 2013

Niemowlak w podróży - nie dla wszystkich rodziców


Niedawno umieściłam tutaj kawałek relacji z wyjazdu rowerowego rodziców z Lenką - niemowlakiem. Tutaj

Wczoraj dostałam link do relacji z wyjazdu totalnie zakręconego jak dla mnie. Wyjazd rodziców podróżników,  również z Lenką - niemowlakiem na Kaukaz Północny i Południowy.

Te Lenki to chyba są skazane na podróże ...


"Czy stając się rodzicami jesteśmy skazani na podróżowanie przez najbliższe 5 lat nad Bałtyk lub ewentualnie do luksusowych kurortów nad Morzem Śródziemnym? Bo przecież dziecko potrzebuje codziennej kąpieli, ciepłej wody, ustalonego rytmu dnia, swojego pokoju i zabawek? Zapewne są i takie dzieci, czasami odnoszę jednak wrażenie, że w większości przypadków najwięcej ograniczeń istnieje w głowach rodziców.... To oczywiście pogląd czysto subiektywny, nieco oceniający i kontrowersyjny. Celowo - mam bowiem ogromną świadomość, krytyki jaka posypała się pod naszym adresem za "męczenie dziecka", egoizm itp. itd."

Źródło i więcej kliknij

Ciągle czytam ...

czwartek, 13 czerwca 2013

Psy do 20 kg nie gryzą?

Dzisiaj stoję sobie w kolejce na malutkim targowisku. Kupuję truskawki. Niania jak przystało w wózku, a Tija postanawia pogłaskać pieska pani, która stoi  obok.
Piesek to ten z tych co można pomylić z innym zwierzęciem, od ziemi jakieś 20 cm i kokardki zawiązane na główce. Dla mnie bardziej żywa maskotka niż pies.

Pani z kolejki do Tiji: " on może ugryźć". To jest niebywale nowość, bo zazwyczaj słyszę: "proszę się nie bać on nic nie zrobi". 
A do mnie pani kieruje słowa "dzieci trzeba pilnować".

Słuszna uwaga, fakt. Ciężko jednak w niektórych sytuacjach, kiedy odbiera się towar a w drugiej ręce trzyma jeszcze portfel. Odpowiadam pani, że zgodnie z prawem pieski muszą mieć kaganiec.
Na co ta pani, że jeżeli powołujemy się na prawo to te powyżej 20 kg.

Nie wiem jak jest w prawie, wiem, że wkurzają mnie te psy co latają luzem po chodnikach na których znajdują się dzieci.
Wiem, że im mniejszy pies tym bardziej nieobliczalny. A na pewno wie o tym moja łydka.

Ale jak to jest -po czasie chciałabym się zapytać - takie psy do 20 kg (wg tej pani) nie mają odruchu, że jak im ktoś na ogon nadepnie to ugryzie, a w najlepszym przypadku wytrzeszczy zęby?

A teraz pytanie? Jak jest w prawie? Trzeba te kagańce mieć?
Trzeba po psach sprzątać?
Trzeba dzieci pilnować? :)

Trzeba truskawki jeść - 5 zł za kilogram :)

środa, 5 czerwca 2013

Wyprawa rowerowa z malutkim dzieckiem w przyczepce

Znacie gazetę Rowertour?
To miesięcznik, w którym można znaleźć wiele relacji z wypraw rowerowych - bliższych i dalszych. Mnogość miejsc, które można zwiedzić na dwóch kółkach jest ogromna.
 




A w ostatnim numerze jest relacja jakiś zwariowanych rodziców, którzy  wsadzili swoje prawie roczne dziecko w przyczepkę i w czasie urlopu wozili je po Austrii a do tego spali w namiocie.
Po prostu w głowie się im poprzewracało, jak tak można, nie zrezygnować ze swojej pasji przy malutkim dziecku. :)
Jak oni to zrobili, ehhh ;)

A Pasawa teraz pod wodą ...

Urywek tej relacji ze strony Rowertour

"Kiedy wybieraliśmy miejsce na wakacje, padło kilka propozycji. Kryteria, którymi kierowaliśmy się przy wyborze, były całkiem inne od tych z lat wcześniejszych. Teraz miało być bez dziur, w miarę płasko i przede wszystkim bezpiecznie. Zabieraliśmy przecież ze sobą naszą dziesięciomiesięczną córeczkę.

Szukaliśmy miejsca, gdzie nasza juniorka nie będzie się nudzić, nie zostanie skazana na siedzenie cały dzień w przyczepce, a i dla rodziców znajdą się miejsca atrakcyjne krajobrazowo i historycznie. Pierwszy pomysł padł na Bornholm. Wyspa ze świetnie rozwiniętą infrastrukturą rowerową. Jednak wizja przejazdu przez całą Polskę nie była zbyt zachęcająca. Nasza Suwalszczyzna, mimo mojego ogromnego sentymentu do niej i ogromnego zauroczenia, przegrała z marzeniem sprzed lat.
Postanowiliśmy przejechać odcinek Donauradweg, z bawarskiej Pasawy do Wiednia i ewentualną relację z tej wyprawy zadedykować dziadkowi Lenki – Jankowi, który jest wiernym czytelnikiem „Rowertouru” i ciągle poszukuje swojej wyprawy życia. Poza tym Artur przejechał tę trasę wcześniej, więc mniej więcej wiedzieliśmy, czego się spodziewać. Tak z grubsza. Bo były rzeczy, które jednak nas zaskoczyły.
Kiedy pakowałam się na wcześniejsze wyjazdy rowerowe, wydawało mi się, że mniej rzeczy już nie możemy zabrać. Że moja lista jest totalnym minimum potrzebnym do egzystencji. Teraz okazało się, że jednak można spakować jeszcze mniej rzeczy, a w powstałą lukę dorzucić kaszki, bodziaki, grzechotki, słoiczki z obiadkami, pieluchy i ogromną apteczkę z myślą o zabezpieczeniu naszego bagażu specjalnej troski. Jedziemy do cywilizowanego kraju – wszystko tam jest. Ale jest też bariera językowa, której obawialiśmy się w kontaktach z osobami, które miałyby zaradzić ewentualnym biegunkom, wysypkom czy innym niespodziankom pojawiającym się u dziecka zazwyczaj w najmniej odpowiednim momencie."

wtorek, 4 czerwca 2013

Pożyczysz mi parasol czyli co ma piernik do wiatraka?

- Kapie deszcz mamo - Tija opisuje ulewę za oknem.
- Ojej, a mama musi wyjść. Pożyczysz mi swój parasol?
-Nie, mama jest duża.

No dobra, próbuję inaczej.

- A pamiętasz jak twój parasol został u cioci i musiałyśmy iść na spacer i pożyczyłam Ci mój parasol?
-Tak - odpowiada Tija.
-To pożyczysz mi swój parasol?
-NIE.

 Reguła wzajemności nie działa. ;)

 

środa, 29 maja 2013

Jesteś dziwna?

Wczoraj wieczorem zaplotłam kilka warkoczyków Tiji, żeby zobaczyć jak będzie wyglądała z pokręconymi włosami.

Dzisiaj rano odkręciłam warkoczyki i powiedziałam Tiji, żeby się przejrzała w lustrze.
Z sypialni, w której jest duże lustro dobiega moich uszu coś w stylu "jestem diwna". 

Mimo pełnej wiary w wyjątkowość Tiji upewniam się:
-Jesteś dziwna?

Tija coś tam z uśmiechem mamrocze zadowolona ze swojego wygladu.

- Jestem pani Dina - mówi ostatecznie Tija.

Dino to pies sąsiadki z kręconymi włosami ...


wtorek, 28 maja 2013

Zaczęło się ...skarżenie

Tija do cioci przez telefon:
-Ja płaczę, Niania ciągnie mnie za bluzkę i włosy.

Całe mieszkanie ma do swojej dyspozycji, to nie! Na kocyku, na którym Niania siedzi też chce się bawić. Decydować, którą zabawką ma się Niania bawić.

Niania młodsza jest, stacjonarna jeszcze, ale chwytność swoich niemowlęcych piąstek ma świetną.

Chwyta więc Tiję za fraki i daje do zrozumienia - to mój teren! ;)
 


poniedziałek, 27 maja 2013

Odkurzacz jest the best!


Tija parę dni temu zrobiła eksperyment.
Przez obudowę włączonego komputera stacjonarnego włożyła bolec z ładowarki do telefonu.
Obudowa w tym miejscu była zachęcająco do tego krateczką. Natrafiła chyba na wentylator.
Komputer wydał dziwny dźwięk. Monitor najpierw niebieski a potem tylko zera, zera i zera
Pewnie i spokojnie mówi – Tata naprawi.
-Obawiam się, że już się nie da go naprawić.
-Kupię nowy – odpowiada.
-A pieniążki masz?
-Dziadzia ma.

Próbę ratowania portfela dziadzi podejmuje po powrocie z pracy Zmęczony Tatuś. Nie ma za bardzo innego wyboru. Ma w siebie wlepione oczy, które swoim wyrazem mówią – Ty jesteś mój „mak gajwer”.

Co robi Zmęczony Tatuś? Bo zdjęciu obudowy coś wyciągnął, wsadził z powrotem. Nie działa. I teraz uwaga sięga po odkurzacz. Oczywiście Tija jest gotowa pomóc w każdej chwili i jak mucha brzęczy Zmęczonemu Tatusiowi obok ucha. Może przytrzymać śrubeczki, które przypadkiem mogą jej upaść na płytę główną czy inne takie, które mi nic nie mówią.
Zmęczony Tatuś odkurza wnętrze komputera odganiając swojego małego ufnego pomocnika.

I co? I co?
Odkurzacz jest the best.

Portfel dziadzi uratowany, mój święty spokój też- będą baje. Ale najważniejsze – wiara w możliwości Zmęczonego Tatusia została nienaruszona.

piątek, 24 maja 2013

Podajesz swojemu dziecku ten batonik? Czyli o ...

Kiedy stajemy przed półkami z produktami przeznaczonymi dla niemowląt wydaje się, że wybór jest przeogromny. Kolorowe opakowania wykrzykują, że są najlepsze dla naszych pociech.
Jednak tak jak w przypadku innych produktów przeznaczonych wyłącznie dla dzieci powinno nam się zapalić ostrzegawcze czerwone światełko.

Bierzemy do ręki kaszkę i czytamy skład. Jakie pierwsze wrażenie. Trzymam w ręku batonik. Dziwisz się?Kaszka Bobovity Mleczna kaszka manna. Tradycyjny posiłek. Póki co nie spotkałam drugiego takie cudu!



Kaszka manna z mlekiem modyfikowanym tak więc wystarczy tylko wymieszać ją z wodą.
I ja, uzależniona od słodkiego smaku, mam ochotę tym pluć.
To jest obrzydliwie słodkie.
Wiesz ile cukru w 100 g ma batonik Kinder Bueno? 41,3 g.
A ile ma ta kaszka dla niemowląt? 43,9 g na 100g a w sugerowanej porcji 22g.


Tylko to pierwsze jest traktowane jako słodycz, które jemy jako deser, a nie na śniadanie.
I co tu dużo mówić, wiemy, że grzeszymy … ;)


Dla porównania Bobovita ma również kaszkę manną bez dodatku cukru.
Tam zawartość cukru wygląda następująco 35,6 g na 100g i odpowiednio 17,8 g w sugerowanej porcji.

Z porówniania zawartości cukru w kaszce mannej z dodatkiem cukru i bez dodatku wynika, że do jednej sugerowanej porcji pierwszej kaszki wsypano jedną płaską łyżeczkę cukru. Czy bobas tego potrzebuje?

Ciekawe jest to, że kaszki na polskim rynku, nazwijmy je marketowe ze zwględu na łatwość dostępu, są tak słodkie.
Czy to wynika z nieświadomości rodziców? Czy tylko i wyłącznie z tego, że producenci wiedzą, że rodzice kupią to co woli ich dziecko a dziecko woli słodsze produkty. Tyle o ile w przypadku niemowląt nie często mówimy o nadwadze jednak w następnych latach zamiłowanie do słodkiego smaku może okazać się problematyczne.
Porównianie kaszek dla niemowląt ogólnodostępnych na przykład z Holle jest zaskakujące jeżeli chodzi o zawartość cukru.

A może kiedyś uda mi się stworzyć taki subiektywny przewodnik. Takie porównanie składu kaszek dla niemowląt.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Prawa autorskie

Zdjęcia i teksty, o ile nie zaznaczyłam, że jest inaczej, są mojego autorstwa i podlegają prawu autorskiemu. Zanim skopiujesz - zapytaj.